Szklarska - deszczowe lato
Do Szklarskiej Poręby przyjechaliśmy pociągiem, bo nasz samochód się nam rozkraczył. Jak pech to pech, i to dokładnie na dzień przed wakacjami. Na stacji
Szklarska przywitał nas tłumek właścicieli pensjonatów, którzy oferowali pobyt w swoich obiektach, ale my jakoś nie byliśmy przekonani do tego, by iść gdzieś z jakimś nieznajomym spotkanym na dworcu. Poszliśmy za to do miejscowego biura turystycznego i dopiero stamtąd skierowaliśmy się pod polecony nam adres. Trafiliśmy dobrze, bo kwatera była naprawdę czysta, a do tego niezbyt droga. No i telewizor był w pokoju, a to dla naszego Jasia rzecz najważniejsza na świecie. Szklarska Poręba, choć przepiękna, nie jest wcale przyjazna w strugach deszczu, a na prawdziwe ulewy trafiliśmy. Tak się już nam ułożyło, że każdego dnia pobytu padał deszcz. Co prawda nie cały czas, a nachodził w reguły taki deszczowy front na 1 - 2 godziny, ale bez peleryn nie mogliśmy nigdzie wyjść. Zwiedziliśmy dużo - i 3 muzea, i widzieliśmy 2 wodospady, i zakręt śmierci, a najważniejsze, że przejechaliśmy się wyciągiem.
